facebook twitter instagram issuu linkedin research gate youtube ustv

Nauka na wyciągnięcie ręki

Wydział Biologii i Ochrony Środowiska
Wydział Filologiczny
Wydział Matematyki, Fizyki i Chemii
Wydział Artystyczny
Wydział Nauk Społecznych
Wydział Nauk o Ziemi
Wydział Prawa i Administracji
Wydział Pedagogiki i Psychologii
Wydział Teologiczny
Wydział Informatyki i Nauki o Materiałach
Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji

Doświadczenie ulicy

Na Wydziale Pedagogiki i Psychologii UŚ prowadzone są badania nad przestępczością nieletnich

Doświadczenie ulicy
 

– Przyszłość resocjalizacji zależy od kreatywności pedagogów. Obserwujemy nowe formy dewiacji oraz niedostosowania społecznego, dlatego my również musimy dostosowywać się do zachodzących zmian. Obok znanych metod pracy pedagoga społecznego, jak streetworking, pojawiają się kolejne – networking czy partyworking. Próbujemy dotrzeć do młodych ludzi, którzy mogą podejmować ryzykowne zachowania na ulicach, w klubach, podczas masowych imprez rozrywkowych czy w internecie – mówi dr Maciej Bernasiewicz z Katedry Pedagogiki Społecznej, który wraz z żoną, dr Moniką Noszczyk-Bernasiewicz, od ponad 10 lat zajmuje się badaniem przestępczości wśród nieletnich.

Przestępczy styl życia

Dr Maciej Bernasiewicz jest pedagogiem i socjologiem. Zajmuje się przede wszystkim analizą różnych stylów życia młodych ludzi, szukając środowiskowych uwarunkowań dokonywanych przez nich wyborów. – Od samego początku idę dwiema naukowymi ścieżkami. Z jednej strony badam przestępczość wśród nieletnich, z drugiej – zupełnie inne style życia obserwowane w dużych miastach, mianowicie squatterów i yuppie – wyjaśnia pedagog. Tym, co łączy obie tematyki, jest metodologia. Dzięki badaniom jakościowym, w tym głównie analizie treści oraz wywiadom pogłębionym, można wskazać wiele czynników środowiskowych determinujących historie życia respondentów.

Badania prowadzone są wśród osób nieletnich, w kategorii wiekowej 13–21 lat. Dr Monika Noszczyk-Bernasiewicz analizuje środowisko zamknięte – sama pracowała niegdyś w młodzieżowym ośrodku wychowawczym. Prowadzi obecnie badania w zakładach poprawczych oraz młodzieżowych ośrodkach wychowawczych. W takich miejscach, jak zakłady poprawcze w Pszczynie, Raciborzu czy dla dziewcząt w Zawierciu i Koronowie, obserwowany jest już wysoki stopień demoralizacji młodzieży.


Dr Monika Noszczyk-Bernasiewicz oraz dr Maciej Bernasiewicz podczas wyjazdu na wykłady na Uniwersytecie Ostrawskim w ramach programu Erasmus
Foto: Maciej Bernasiewicz

– Ja zajmuję się natomiast środowiskiem otwartym, bliższa mi jest praktyka kuratorów sądowych oraz prowadzenie świetlic terapeutycznych. Wspólnie szukamy determinantów niedostosowania społecznego czy węziej: przestępczości – dodaje dr Maciej Bernasiewicz, który w przeszłości pracował jako społeczny kurator sądowy oraz pracownik uliczny. Pedagodzy przeprowadzają także wywiady eksperckie z terapeutami, kadrą wspomnianych placówek oraz osobami je nadzorującymi, pytają o metodykę pracy, specyfikę dzielnicy, cechy charakterystyczne dzieci łamiących normy społeczne oraz ich sytuację rodzinną. Prowadzone badania mają służyć nie tylko opisowi źródła przestępczych zachowań, lecz również szukaniu konkretnych metod pracy resocjalizacyjnej służących tworzeniu niedewiacyjnej tożsamości młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym.

Multistrukturalna rodzina 

Zdaniem naukowców główną przyczyną wybierania przestępczego stylu życia jest środowisko i rodzina. Zaburzenia psychiczne oraz schorzenia somatyczne mają zwykle charakter wtórny w stosunku do czynników środowiskowych. Na podstawie studiowanych biografii nieletnich udało się skonstruować pewien wzorzec sytuacji społecznej, w której pojawia się przestępczy styl życia. – Wyłania się obraz multistrukturowości rodzin pochodzenia nieletnich przestępców. Średnio wychowują się oni w 3 strukturach rodzinnych, chociaż widzieliśmy także teczkę osoby wychowującej się w 12 różnych strukturach. Rzadko kto z nich wychowuje się tylko w jednej. Czy można zachowywać się normalnie po takim doświadczeniu? – pytają retorycznie badacze z Wydziału Pedagogiki i Psychologii.

Wyobraźmy sobie zatem chłopca, który rodzi się w pełnej rodzinie. Następuje rozwód albo odejście konkubenta, zatem dalej wychowuje go matka – to jest już druga struktura. Potem pojawia się jej nowy partner i znów odchodzi. Matka nie radzi sobie z wychowaniem, reagują odpowiednie instytucje państwowe i chłopiec trafia do placówki opiekuńczo-wychowawczej pod opiekę kuratora sądowego albo/i do rodziny zastępczej. Jak wyjaśniają pedagodzy, nasz przykładowy chłopiec może już nawet w wieku 13 lat być uzależniony od używek, więc na jego drodze pojawi się jeszcze zakład leczniczy. Często dzieci te są przenoszone do różnych placówek w krótkim czasie i w ten sposób mnożą się owe struktury wychowawcze.

Powrót do patologii

Interwencja różnych instytucji państwowych ma służyć nie tylko udzieleniu pomocy psychologicznej takiemu dziecku, lecz także powinna odsunąć go od patologicznego środowiska, które determinuje jego postępowanie.

– Niestety w tej kwestii wiele jest jeszcze do zrobienia. Przytoczę pewną sytuację. Sąd rodzinny przyznał opiekę nad nastolatką jej prababci. Następnie okazało się, że prababcia mieszka w jednym gospodarstwie domowym z wnukiem uzależnionym od alkoholu, który jest ojcem dziewczyny, odpowiedzialnym za jej demoralizację. Dla nas takie rozwiązania są zwyczajnie niezrozumiałe – mówi dr Bernasiewicz.

– Tym bardziej, że nie chodziło w tej sprawie o błahostkę – ten człowiek molestował córkę i gdy miała osiem lat, zabierał ją na libacje alkoholowe – dodaje dr Monika Noszczyk-Bernasiewicz. W jej pamięci zapisało się wiele przykładów patologii instytucji, które powinny podejmować reakcje najlepsze z możliwych. Historia innej nieletniej pokazała – kontynuuje badaczka – że o dysfunkcji rodziny wiedzieli wszyscy – szkoła, MOPS itd., ale reakcja podjęta została dopiero wówczas, gdy nieletnia pod wpływem alkoholu ugodziła swojego ojca nożem.

Problemem jest również powrót dziecka z placówki opiekuńczo-wychowawczej do patologicznego środowiska. – Nie możemy mieć złudzeń. W naszym kraju pomocy  następczej po prostu nie ma. Także człowiek dorosły, który opuszcza więzienie, może otrzymać drobną kwotę pieniędzy, czasem odzież, ale pomoc lokalowa sprowadza się do umieszczenia go w schronisku dla bezdomnych – mówi pedagog. Jeśli chodzi o nieletnich, to na 32 zakłady poprawcze i schroniska dla nieletnich przypadają tylko 2 hostele, dlatego powrót do swojego pierwotnego środowiska to najbardziej prawdopodobny scenariusz. – Kilka lat temu uzyskałam informację w Departamencie Wykonywania Orzeczeń i Probacji Ministerstwa Sprawiedliwości, że do roku 2013 ma powstać 10 nowych hosteli. W rzeczywistości do dziś ich stan liczbowy nie tylko nie uległ wzrostowi, ale nawet zmniejszył się z 3 do 2 hosteli – dodaje dr Monika Noszczyk-Bernasiewicz. Poza tym brakuje komunikacji między poszczególnymi instytucjami. Wiele z nich wprawdzie reaguje: sąd rodzinny (kurator sądowy), poradnia psychologiczno-pedagogiczna, pedagog szkolny, dzielnicowy itd., ale niestety nie ma pomiędzy nimi stałej współpracy. – Gdy przyjrzymy się dostępnej pomocy z bliska, okazuje się fikcją. Potem ktoś mówi, że u nas nie ma resocjalizacji albo że niczemu ona nie służy... Problem leży gdzie indziej. Nie ma spełnionych warunków koniecznych do zaistnienia skutecznej resocjalizacji. Sytuacja, w której w polskim więziennictwie na 40 osadzonych przypada jeden wychowawca penitencjarny albo wspomniana już prawidłowość polegająca na tym, że nieletni po pobycie w placówce resocjalizacyjnej musi powrócić do swojego patologicznego środowiska rodzinnego, to właśnie takie przykłady na udaremnianie efektywności pracy wychowawczej – komentuje dr Bernasiewicz.

Uczenie przez doświadczenie

Pedagodzy znają kryteria tworzenia sytuacji wychowawczych, które sprzyjają uczeniu się dziecka i zdobywaniu odpowiednich umiejętności w życiu. – Jeśli organizujemy wycieczki dzieciom, które mają problem z przestrzeganiem norm społecznych, musimy pamiętać o tym, że nie jest to tylko forma rekreacji. Zawsze staramy się realizować określone cele wychowawcze – mówi dr Bernasiewicz.


Mali podopieczni Domu Aniołów Stróżów
Foto: Barbara Kubska

Pierwsza zasada głosi, że nie ma nic za darmo. Takie jest życie. Dziecko musi zatem najpierw zadeklarować pewną sumę pieniędzy, którą w określony sposób zarobi. – To może się wydawać kontrowersyjne, ale proszę mi wierzyć, że dla takiego dziecka zdobycie 2 zł nie stanowi problemu. Oczywiście w tym przypadku jest to kwota symboliczna, w rzeczywistości koszt jakiejkolwiek wycieczki jest znacznie wyższy. Wcześniej rozmawia się z dzieckiem i tłumaczy, jakie ma możliwości, co może zrobić, by zdobyć określoną sumę pieniędzy. Możemy zrobić aniołki z masy solnej i wspólnie je sprzedać, zebrać złom czy makulaturę. Ważne jest jednak, żeby dziecko poniosło jakiś wysiłek. Zdobywam tym samym jego szacunek. Kultura ulicy jest specyficzna. Jeśli dam im coś za darmo, to jestem frajerem. Nie będą szanować ani mnie, ani moich zajęć – wyjaśnia pedagog.

Potrzebna jest również pisemna zgoda rodziców. W tym przypadku także nie chodzi jedynie o biurokratyczną poprawność, lecz o wysłanie komunikatu do rodzica – jesteś odpowiedzialny za swoje dziecko, a ja jako pedagog szanuję twoją osobę i uznaję twój autorytet rodzicielski. Poza tym, jak dodaje naukowiec, w dobrych świetlicach terapeutycznych do współpracy z rodzicami dzieci przywiązuje się olbrzymią wagę. Takie standardy pracy panują na przykład w Domu Aniołów Stróżów na katowickim Załężu, gdzie rodzice odpracowują pobyt swojego dziecka w placówce, ucząc się przy okazji na przykład gotowania. Spotkaniom tym towarzyszą rozmowy czy pogadanki, ale najważniejsze jest umożliwienie tym rodzicom praktycznego zdobywania umiejętności życiowych, których bardzo często są pozbawieni. 

Przyszłość resocjalizacji

W kontekście pracy z nastolatkami należy także wspomnieć o wytwarzających się więziach między podopiecznymi i terapeutami.

– Byli wychowankowie placówek resocjalizacyjnych piszą listy. Kadra tych placówek dostaje je oczywiście z różnych miejsc. Zdarzają się listy z zakładu karnego i wtedy wiadomo, że proces resocjalizacji się nie udał, że coś jednak poszło nie tak – mówi badacz. Są też tacy, którzy szczęśliwie zakładają rodziny, kończą studia i podejmują pracę. Dr Bernasiewicz przywołuje historię chłopca, który w ramach pobytu w palcówce resocjalizacyjnej dojeżdżał do Domu Pomocy Społecznej, aby pomagać osobom niepełnosprawnym. Potem został fizykoterapeutą. – Ci chłopcy się przełamują. Nagle odkrywają, że są potrzebni! Pierwszy raz w życiu słyszą, że są dobrzy, wcześniej bowiem docierały do nich wyłącznie negatywne komunikaty. Poza tym dostrzegają osoby, które mają w życiu jeszcze trudniej niż oni – komentuje naukowiec.

Także wiele zakładów karnych współpracuje z DPS-ami, przy czym podopieczni placówek otrzymują różne zadania, nie każdy z nich może pracować z osobami starszymi czy niepełnosprawnymi. Okazuje się jednak, że wiele osób fantastycznie wchodzi w rolę i pomaga innym. Pozostali sprzątają albo remontują budynek. Zdaniem dr. Bernasiewicza to jest właśnie przyszłość resocjalizacji. Wiele zależy zatem od kreatywności pedagogów, którzy coraz częściej pracują nie tylko w „gorszych” dzielnicach wielkich miast, lecz również w klubach, na dyskotekach czy wreszcie dostępni są w Sieci. Tam służą pomocą i radą oraz ostrzegają młodych ludzi przed konsekwencjami ryzykownych zachowań.

Małgorzata Kłoskowicz

Artykuł ukazał się w „Gazecie Uniwersyteckiej UŚ”, nr 1 (221) październik 2014.

Skróty

Biuletyn Informacji Publicznej
Copyright © 2001-2019
Uniwersytet Śląski w Katowicach
Wszelkie prawa zastrzeżone.