facebook twitter instagram issuu linkedin research gate youtube ustv

Konkurs przedstawień telewizyjnych na katowickim Festiwalu

W kolejnym dniu katowickiego festiwalu, podczas przeglądu przedstawień telewizyjnych, zrobiło się bardzo kobieco. We wtorkowe przedpołudnie, w tradycyjnie zapełnionej po brzegi auli Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, można było obejrzeć dwa przedstawienia. Pierwszym była "Sandra K." Manueli Gretkowskiej w reżyserii Marii Zmarz-Koczanowicz. Drugim "Naczelny", proza Stiga Larssona, wyreżyserowana przez Annę Augustynowicz. Przeczytaj relację z "Gazety Wyborczej" Kazimierz Kutz rozpoczął krótkim wstępem, w którym po raz kolejny podkreślił feministyczny charakter telewizyjnej części festiwalu. Sławny reżyser nie przejął się zdaniem Grzegorza Jarzyny, wygłoszonym poprzedniego dnia, że nie ma podziału na twórczość kobiecą i męską. Kolejny dzień konkursu rozpoczął tekst Manueli Gretkowskiej w reżyserskiej interpretacji Marii Zmarz-Koczanowicz, absolwentki katowickiego Wydziału Radia i Telewizji. W polskiej literaturze Gretkowska dorobiła się określenia "skandalistka". Charakter jej utworów Kazimierz Kutz scharakteryzował bardzo krótko: - Z nazwiskiem Gretkowskiej kojarzą mi się różne rzeczy, ale wstydzę się powiedzieć jakie. "Sandra K.", dramaturgiczny debiut Gretkowskiej, zaczyna się jak typowa opowiastka o dziewczynie z prowincji, która po przeprowadzce do wielkiego miasta stara się dorównać wizerunkowi kobiety kreowanemu przez media. Doprowadza ją to do anoreksji, a potem samodestrukcji. W pewnym momencie przedstawienie zaczyna jednak ewoluować. Staje się dramatem niemal metafizycznym, o antycznych odnośnikach (tytułowa bohaterka zyskuje dar jasnowidzenia). Zmarz-Koczanowicz zdaje sobie sprawę z możliwości telewizji i wykorzystuje je w pełni, tworząc efekty, które trudno byłoby uzyskać na scenie. - Ten tekst ma wiele pięter. Jest w nim zarówno ironia, jak i patos. Przechodzi się z rzeczywistości niemal dokumentalnej w całkiem inną, nierealną - opowiada o dramacie Zmarz-Koczanowicz. Spektakl według Gretkowskiej wywołał najgorętszą jak do tej pory dyskusję wśród publiczności. Na początku dominowały damskie głosy (w różnym wieku). Panie chwaliły temat, stwierdzały, że widzą w bohaterce siebie. Potem dołączyli panowie. Jeden z nich wyraził nawet protest przeciwko stwierdzeniu o nieskomplikowaniu męskiej natury, wyrażonym w przedstawieniu. Emocje jednak opadły i można było skupić się na kolejnym spektaklu. Tym razem była to proza skandynawska - "Naczelny" Stiga Larssona w reżyserii Anny Augustynowicz. Augustynowicz już raz zdobyła Laur Konrada za przedstawienie "Moja wątroba jest bez sensu". "Naczelny" to jej debiut w Teatrze Telewizji. W zasadzie jednak niewiele było telewizji w jej inscenizacji. Jedno wnętrze, kilku aktorów, nienarzucający się widzowi montaż. To opowieść o pewnej grze, w którą bez większych oporów dają się wciągnąć bohaterowie dramatu. Z każdą minutą gęstnieje atmosfera bliska klaustrofobii. Upadlają się, poniżają, cały czas poruszając się w świecie tej dziwnej gry, która być może jest po prostu... życiem. - Wydaje mi się, że to nowy krąg dramatu - dramat etyczny - opowiada Augustynowicz. - Do pewnego momentu w Polsce bardzo ważny był dramat polityczny. Wiele się jednak zmieniło i teraz bardziej potrzebne są rozmowy z ludźmi o pewnym porządku wartości. Dla każdego ten dramat jest o czymś innym. Dla mnie to penetracja przestrzeni lęku. Próbuję dzięki tej literaturze opowiadać o tym, co mnie obchodzi - dodaje kandydatka do kolejnego Lauru Konrada. Anna Dąb ("Gazeta Wyborcza", wtorek 27-03-2001)

Skróty

Copyright © 2001-2019
Uniwersytet Śląski w Katowicach
Wszelkie prawa zastrzeżone.