facebook twitter instagram issuu linkedin research gate youtube ustv

Maria Skłodowska-Curie. Kobieta, która zmieniła dzieje nauki

Jest patronką 156 polskich szkół (od podstawowych po wyższe), jej podobiznę przedstawiają banknoty, pomniki i płaskorzeźby. Ma swoje muzeum biograficzne w Warszawie. Powstają o niej filmy, opera, książki i artykuły, a wraz z inauguracją Roku jej poświęconego, organizuje się szereg wystaw, konferencji, konkursów. Mówimy o niej: „Kobieta, która zmieniła dzieje nauki”, „kobieta heroiczna”, „geniusz”. A najczęściej używanym liczebnikiem porządkowych jest PIERWSZA: pierwsza lokata (złoty medal) w szkole średniej; pierwsza osoba, która zdobyła dwie Nagrody Nobla; pierwsza kobieta kierująca katedrą; pierwsza dyrektorka pierwszej w Polsce pracowni radiologicznej ; pierwsza Polka zaproszona na Międzynarodową Konferencję Solvaya: jedna z pierwszych kobiet mających prawo jazdy, w dodatku kierująca samochodami ciężarowymi; pierwsza (i jedyna kobieta) uhonorowana złożeniem Jej prochów w Panteonie; pierwsza (i jedyna) pochowana w tym miejscu niemająca francuskiego pochodzenia ect.

Jej życie i wielkość możemy także wyrazić liczbami, z których żadna nie będzie jednością: „11 najwyższych nagród światowych, 17 medali, 90 różnych godności i zaszczytnych tytułów”. Gdyby żyć jej przypadło 100 lat wcześniej, pewnie tak jak Marie Lavoisier mogłaby co najwyżej być żoną naukowca, wspierającą karierę męża. W tej roli pomagałaby w przeprowadzaniu doświadczeń, prowadziłaby dziennik laboratoryjny, tłumaczyłaby prace innych uczonych, szkicowałaby przyrządy i dyskutowałaby na temat teorii flogistonu. A wszystko to odbywałoby się w zaciszu domowego salonu .Gdyby urodziła się jako nam współczesna, na pewno byłaby jedną z tych 20% kobiet, które zajmując się nauką, osiągają profesurę. 1% podatku przeznaczyłaby na program „Wspierania przyszłych noblistek”. Być może nawet po urodzeniu jednej ze swoich córek wzięłaby udział w programie „Pomost” i otrzymałaby stypendium z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Tymczasem urodziła się w 1867 r. w kraju, w którym kobietom nie wolno było studiować i gdzie próby zmiany tej praktyki dezawuowane były przez środowisko akademickie słowami profesora UJ Ludwika Rydygiera: „ani siłami ducha, ani siłami ciała do tego zadania kobieta nie dorosła”, albo tekstem z lwowskiej broszury: „emacypacja jest większą klęską dla narodu aniżeli rozbiór Polski”. Paradoksalnie jednak, w tym samym miejscu i czasie, kobiety – często wywodzące się z ubożejącej szlachty zasilającej miejską inteligencję, jak rodzina Skłodowskich – prowadziły nielegalną działalność edukacyjną, zwaną Uniwersytetem Latającym (Maria m.in. organizowała zajęcia edukacyjne dla krawcowych). Entuzjastycznie ścinały włosy (jak nastoletnia Maria) i głosiły postulaty emancypacyjne, takie jak: „chcemy całego życia” . Były wychowywane w kulcie wiedzy. Głosiły pozytywistyczne idee legitymizujące zaangażowanie kobiet w imie pracy u podstaw i służenia „zniewolonej ojczyźnie”. Mogły zostać nauczycielkami, mogły też zostać żonami (Maria – Kazimierza Żorawskiego, gdyby ten sprzeciwił się woli swojej rodziny). By studiować i zajmować się nauką, musiały wyjechać do Zurichu, Genewy lub Paryża. Maria wyjechała do Francji, na Sorbonę. Zdołała w dwa lata zrobić licencjat z fizyki, po kolejnym roku – z matematyki (i te chwile, po latach, uzna za jedne z najszczęśliwszych w życiu). Zdobyła uznanie profesora Gabriela Lippmanna i stypendium w kwocie 600 funtów na prowadzenie badań nad magnetyzmem stali. I gdyby ta historia tu się zakończyła, Maria być może dołączyłaby do invisible assistants w nauce. A na ślad Jej pracy badawczej natrafiono by za czas jakiś w ramach rozwijających się memory studies.

Kobieta w ówczesnym środowisku naukowym nie funkcjonowała samodzielnie. Można mówić co najwyżej o jej „względnej obecności”, wynikającej z rodzinnych powiązań z mężczyznami: ojcami, mężami, braćmi itp . Dobitnie pokazuje to przypadek późniejszej przyjaciółki Marii – Herthy Ayrton. Ta brytyjska matematyczka i wynalazczyni nie miała szansy na uznanie tej miary, jaką Marię spotkało we Francji. Tolerowana za życia swojego męża Williama Edwarda Ayrtona, z którym przeprowadzała eksperymenty fizyczne i elektryczne, po jego śmierci nie została przyjęta do zacnego grona Akademików. Oficjalny powód – brak w statucie Instytutu Królewskiego zapisu o członkostwie zamężnych kobiet !
Tymczasem Maria spotyka Piotra Curie. Dla niego jest objawieniem, ucieleśnieniem niewyobrażalnego. Kobietą rozumiejącą, czym się zajmuje, pisząc doktorat: „szuka odpowiedzi, czy z punktu widzenia właściwości magnetycznych istnieją przejścia między trzema stanami materii: diamagnetykami, ciałami słabomagnetycznymi i ferromagnetykami...” .
On dla niej jednym ze starających się o Jej uwagę i czas, wraz z niejakim Panem Lamotte, ojcem w Polsce, siostrą i rodziną Dłuskich. Ślub biorą po roku znajomości, po dwóch latach Maria rodzi Irenę, pół roku później zaczyna mierzyć radioaktywność uranitu. Po kolejnych 4. miesiącach wraz z Piotrem wyodrębniają pierwiastek nazwany polonem, a po 5. następnych – identyfikują rad. Maria wprowadza także nowy termin – radioaktywność. Jeszcze 4 lata potrwa wyodrębnianie radu – stanie się to w 1902 roku. W 1903 Maria broni doktorat, a pół roku później zostaje współlaureatką Nagrody Nobla. Otrzymuje ją jako Maria Curie wraz z mężem i Henri Becquerelem.

Jak to wszystko było możliwe? Stoją za tym perfekcjonizm, pracowitość i pasja: 3 x P. Może także poświęcenie. Maria podejmuje wyzwania, chce być superwoman. 90 lat później Betty Friedan ogłosi odejście od tego modelu kobiecości, jako zbyt opresyjnego, na rzecz współodpowiedzialności obojga rodziców i małżonków za rodzinną egzystencję. Ale Maria tego nie dożyje. Na razie chce być idealną żoną: gotującą, sprzątającą, cerującą ect. Bierze lekcje „gospodarstwa domowego” u siostry: smażenie frytek, pieczenie kury. Przed pójściem do pracy robi jeszcze zakupy. Piotrowi chyba wszystko jedno, ale jej nie. I jeszcze Irena, a od grudnia 1904 także Ewa: ich narodziny nie powodują przerwania zajęć. Nikomu nie przychodzi to do głowy. „Maria karmi piersią swoją królewnę, dba o nią, wyprowada na spacer, wstaje w nocy kiedy płacze, niepokoi się, gdy traci na wadze ”. Piotr dzieci nazywa „jej” dziećmi i wydaje się zazdrosny o czas, który Maria przeznacza na np. wieczorne usypianie córki. Szczęście małżonkom Curie dają im wieczorne spacery do laboratorium i godziny spędzone w zachwycie nad kolorami i światłem emitowanym przez zgromadzone w laboratorium substancje. Przez cztery lata skupiają się na wydrębnianiu radu, co oznacza dla Marii codzienne przenoszenie dwudziestukilogramowych worków ze smółką i mieszanie ich zawartości w kadziach: „podczas kiedy mąż w szopie zatopiony jest w delikatnych, subtelnych doświadczeniach, ona na podwórzu. Ubrana w swój stary fartuch laboratoryjny, zakurzony i pełen plam od kwasów, z rozwianymi włosami, w dymie, który szczypie w oczy i gardło, staje się sama czymś niemal maszyną ”.

Maria, angażując się w badania naukowe przy równoczesnej presji tradycyjnych wzorców kobiecych, może liczyć na lojalność swojego mężą. Jak pisał jeden z jego angielskich kolegów: „Piotr zawsze zwracał uwagę by przenosić wszystkie zasługi na swoją żonę” . Ale w 1906 roku Maria zostaje wdową... „dostojną wdową”. Odmawia przyjęcia rządowej pensji, takiej jaką otrzymała wdowa po Ludwiku Pasteurze. Chce być niezależna i chce pracować.Ostatecznie Rada Nauk Ścisłych proponuje jej objęcie katedry fizyki ogólnej, stworzonej na Sorbonie dla Piotra. Pierwszy wykład „pierwszej kobiety wśród Mistrzów” (o jonizacji gazów) odbył się 5 listopada 1906 r. Media się ekscytowały. Kronikarz „Le Journal” pisał: „wielkie zwycięstwo feminizmu, dopuszczono kobietę do wyższej uczelni, do nauczania studentów obu płci. Co też stanie się z sugerowaną wyższością mężczyzny-samca? Zaprawdę powiadam wam bliski jest czas, gdy kobiety staną się istotami ludzkimi”. To medialne zainteresowanie osobą Marii pojawiło się jeszcze kilkakrotnie i nie zawsze miało taki entuzjastyczny wydźwięk. Wzbudzała zainteresowanie zwłaszcza jej kandydatura do Akademii Francuskiej (odrzucana) oraz jej związek miłosny z Paulem Langevinem. Nagroda Nobla z chemii przyznana Marii w 1911 r. ugruntowała jej pozycję w nauce światowej. Zapewnione miała także miejsce na Międzynarodowej Konferencji Solvaya- najbardziej prestiżowej w świecie fizyki a organizowanej przez International Solvay Institutes for Physics and Chemistry. Ostatecznie jednak przekonała Francuzów o swojej wyjątkowości i wielkości w czasie I wojny światowej, kiedy zorganizowała „flotę” samochodów-laboratoriów rentgenowskich (dwadzieścia samochodów nazywanych „les petites Curie” – „małe Curie” i dwieście stałych punktów, które udało jej się zainstalować; tylko w latach 1917–1918 wykonała milion sto tysięcy zdjęć rentgenowskich) , działając na arenie międzynarodowej w ramach organizacji politycznych i kulturalnych oraz organizując nowoczesny ośrodek naukowy.

Reprezentowała model uprawiania nauki oparty na rzetelności, pracowitości i pasji. Była przy tym otwarta na otaczający ją świat i problemy społeczne. Miała jasno wykrystalizowany światopogląd i przekonania polityczne, poparła ideę ochrony praw autorskich w nauce (choć sama nie opatentowała swoich odkryć), wspierała młodych naukowców.
W jej naukowym i pozanaukowym życiu wielką rolę odgrywały kobiety: siostry, które ją wspierały w trudnych chwilach; córka Irena, asystująca w laboratorium; Małgorzata Borel – organizatorka i animatorka spotkań przyjacielskich; Herthy Ayrton – pomagająca Marii wyjść z depresji po „aferze” z Langevinem, jedna z nielicznych, które mogły liczyć na podpisanie petycji (chodziło o zwolnienie trzech sufrażystek brytyjskich aresztowanych za udział w demontracji); Meloney Mattingley – amerykańska dziennikarka, zaangażowana z gromadzenie funduszy na zakup radu; Blanche Wittman – przyjaciółka od serca, pocieszycielka w sytuacjach trudnych, wpierana przez Marię, gdy kolejne operacje okaleczały jej ciało; Marię, gdy kolejne operacje okaleczały jej ciało; Maria należała także do Międzynarodowej Rady Kobiet liczącej w samej Francji 700 000 członkiń i w miarę swoich możliwości angażowała się w sprawy ważne dla kobiet. Wyznawała zasadę, że to kobietom może ufać. Mówiła: „Jest ich więcej, trzeba to powiedzieć, niż mężczyzn, którzy czasami obdarzeni są geniuszami, czasami bardzo przystojni, z którymi można się przyjaźnić i kochać. Ale darzyć zaufaniem... Nie więcej niż kobiety, nawet mniej ”.

Była mentorką, mistrzynią i szefową. I co szczególnie cenne: wszystkie te role godziła ze sobą jednocześnie. Zatrudniała w laboratorium młodych naukowćów- zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Nazywała ich „swoimi dziećmi”. Jedna z osób należących do tego grona wspomina: „miała niezaprzeczalny talent organizacyjny (…) lecz ważniejszy był intymny kontakt między studentami i mistrzem (...). Znała na wylot prawie każdego ucznia i zawsze interesowała się każdym szczegółem. W laboratorium jej twarz zawsze zamknięta i trochę smutna ożywiała się; często gościł na niej uśmiech i słyszało się nawet jej śmiech, młody i świeży (…). Nie było ani jednego studenta, którego nie uderzyłaby w jakiejś chwili rozległość jej wiedzy, błyskotliwa jasność myśli docierającej zawsze do sedna sprawy, bez względu na stopień jej skomplikowania ”. Wśród tych wspieranych wiedzą, doświadczeniem i zainteresowaniem – poza autorą przytoczonej opinii – była Alicja Dorabialska (urodzona w Sosnowcu w 1897 r., fizykochemiczka, pierwsza kobieta z tytułem profesora na Politechnice Lwowskiej, organizatorka i profesorka Politechniki Łódzkiej) oraz Margueritte Perey (francuska fizykochemiczka, odkrywczyni fransu, pracująca w CNRS i kierująca katedrą radiochemii w Strassburgu).
Maria Skłodowska-Curie pokazała innym kobietom drogę rozwoju naukowego i życia z pasją, która okazała się tak trudną do przebycia, że wśród 300 noblistów znalazło się dotąd 9 kobiet. 114 to fizycy, w tym dwie kobiety – doskonale nam znane – Maria i Irena. Z historii fizyki wyłuskamy jeszcze jedenaście innych biografii, co da nam 13 fizyczek! Więkoszść z nich zajęła się fizyką atomową i jądrową, a sześć – radioaktywnością. Najwybitniejsze (Lise Meitner i Maria Goeppert-Mayer) borykały się uprzedzeniami płciowymi i poczuciem nieadekwatności w świecie nauki, ze względów historycznych uznanym za męski. O nich i o Innych, z pokolenia Marii Skłodowskie-Curie, w roku Jej poświęconym, warto przypomnieć: Emma Noether, Rosalind Franklin, Bogusława Jeżowska-Trzebiatowska, Maria Mitchell, Margaret Huggins, Mary Palmer, Mary Clerke, Mary Watson, Wilhelmina Iwanowska, Elizabeth Knight Britton.....

Jolanta Klimczak-Ziółek
 

Artykuł ukazał się w „Gazecie Uniwersyteckiej UŚ" nr 6 (186) marzec 2011

Skróty

Copyright © 2001-2019
Uniwersytet Śląski w Katowicach
Wszelkie prawa zastrzeżone.